środa, 22 października 2014

Agadir i okolice - Baseny, palmy i eko spa

Dojechali! Radości co nie miara, mamuśka szczęściu nie dowierza. Wakacje rodziców zbiegły się z naszą podróżą. Nie przypuszczali, że zobaczą nas tak szybko. To piękny prezent, biorąc pod uwagę, że na kolejne spotkanie przyjdzie nam czekać znacznie dłużej niż sześć miesięcy. Nasz nocleg nie podlega dyskusji, zostawiamy nasz „dom” na parkingu i na tydzień przenosimy się do hotelu, gdzie jako chwilowi, nielegalni imigranci, wtapiamy się w tłum polskich urlopowiczów. Niczym pasażerowie na gapę dzielimy pokój i śniadaniowy stolik z rodzicami. Obsługa przymyka na nas oko. Nie mam pojęcia jak to możliwe. Czyżby nas nie widzieli? Czy może wyjątkowo pozwolili nam na tydzień darmowego luksusu? Na te pytania nie znalazłam odpowiedzi. Szczerze mówiąc nawet nie szukałam. Pierwszego dnia czujemy się trochę nie swojo. Przez ostatnie pół roku naszym domem był nasz bus. Nomadyczny styl życia różni się znacznie od luksusowego hotelu z obsługą, która każdego dnia sprząta pokój i wymienia ciągle świeży, biały ręcznik na jeszcze świeższy i jeszcze bielszy, gdzie śniadaniowy bufet spokojnie wykarmiłby kilka wiosek w marokańskich górach Rif, a jeden obiad to równowartość tygodniowego wyżywienia dla naszej dwójki. Skłamałabym mówiąc, że tygodniowe upajanie się luksusem nie daje mi przyjemności. Przygoda przygodą, chaty niczym z epoki kamienia łupanego i dzikość natury ma swój czar, ale ciepłą wanną wody, basenem i różnorodnością jedzenia z pewnością nie wzgardzę. Mam w końcu okazję doświadczyć wakacji, na które tak chętnie i licznie wyruszają moi rodacy. W egzotycznym kraju i w czterogwiazdkowym hotelu, wyleguję się nad basenem i przewracam jak kot na wygodnym leżaku. Podczas śniadania rodowity mieszkaniec Afryki w białych rękawiczkach serwuje świeżo wyciskany sok. Podczas spaceru po pięknym bulwarze nad czystą, piaszczystą plażą, uprzejmie odmawiam kupowania wygórowanych cenowo pamiątek. Jedyne atrybuty znanej nam Afryki, to palma nad basenem i inny kolor skóry pracowników. Pokażemy wam naszą Afrykę i nasze baseny, mówimy rodzicom pewnego ranka. Zabieramy ich na tłoczny i głośny bazarek, gdzie wśród bananów, wypiekanych chlebków i kawałków wiszącego mięsa, odnajdujemy, poszukiwanego przez nas pana z buteleczkami oleju arganowego. Tutaj kupujemy go w cenie kilkakrotnie niższej, niż proponowana mieszkańcom drogiego hotelu. Jedziemy nad rzekę, gdzie rosną daktyle, a rybki w nieskazitelnie czystej wodzie, skubią nam pięty, serwując darmowe spa. Rodzice, oddając się w „ręce łaskoczących kosmetyczek”, są w niebo wzięci. Chlapanie w zimnej wodzie, budowanie tamy z kamieni, i piknik na ciepłych skałach w bajkowej, górzystej scenerii, na długo pozostaną w ich pamięci. Napiłabym się czegoś zimnego, mówię wieczorem leżąc nad basenem. Nie mając pakietu „all inclusive”, tak bardzo popularnego wśród naszych współ-urlopowiczów, ceny są zbyt wysokie. Hej, skąd jesteście?, pyta nas po chwili sąsiad z leżaka obok. Po minucie rozmowy, jakby czytał w naszych myślach, przynosi cztery zimne, tak bardzo upragnione dziś przez nas napoje. Do wesołego kompana dołącza towarzyszka jego życia. Te duże i te małe… marzenia się spełniają, myślę sobie. Jesteśmy wdzięczni za ten tydzień, za długie rozmowy, dużo miłości i rodzinnej atmosfery. Wyjeżdżając z Polski nie spodziewaliśmy się zobaczyć z bliskimi tak szybko. Mama odetchnęła z ulgą, widząc że żyjemy i mamy się dobrze. Już obmyśla gdzie się spotkamy za pół roku. Pomimo wygody i opływaniu w luksusie z przyjemnością wracamy do naszego małego Rainbow trucka. Ruszamy dalej… prosto na Saharę.




 
bazarek w Ourir

Bananowy  świat


Okolice Isk
 
Migdały od Fadmy

Mohamed

Czyste tereny gdzie produkuje sie olej arganowy

a na drzewach arganowych....kozy.

nasze tarasy

sklepiki

niczym galerie handlowe





z rodzicami na trasie do Imouzzer

obgryzające rybki

gwiazdy holiwood

 Nad oceanem okolice Agadiru



Połowy na klifie

Znalazły się jednak czyste plaże

2 komentarze: