wtorek, 7 października 2014

Z pustynii na marokańskie wybrzeże


...

Berberzy, proponujący przejażdżki po piaskach szybko przekonali się że żadni z nas turyści, pozwolili spać koło wielbłądów u samego progu piaszczystej ziemi, a Omar, najbardziej towarzyski i mówiący po angielsku wpadł na herbatkę i ciastko do naszego tarasu chroniącego przed deszczem. Pomimo ulewy kolory pustyni zapierają dech. Jeszcze będzie okazja doświadczyć jej w innych, mniej mokrych okolicznościach .
Opady deszczu nie przeszły niezauważone. Zalało ulice, zablokowało przejazdy. Utworzyły się rzeki i małe wodospady przecinające drogi. By móc ruszyć dalej trzeba było czekać minimum dobę aż wody opadną.

...

JUŻ NIEDŁUGO UKAŻE SIĘ NASZA KSIĄŻKA!!! 
Tą i inne niesamowite historie z naszej dwuletniej przeprawy przez kilkanaście krajów afrykańskiego lądu będziesz mógł zabrać do domu. Poznasz w niej nasze życie, cudownych, napotkanych po drodze ludzi, poznasz smaki i zapachy Afryki. 
Pozdrawiamy Was serdecznie i już wkrótce szukajcie nas w księgarniach !

Za Errachidią rozpoczęła się kraina daktyli

 Mijane miasteczka w drodze na pustynię



Wjazd do Rissani





 Marzouga, miasteczko u stóp pustyni

Zimna i deszczowa pustynia

 Osiołki zamieniono na wielbłądy

Omar, wpadł na herbatkę i ciastko

 Całonocne opady zalały ulice

Utworzyły się rzeki, które zablokowały przejazdy

 Niektóre z nich pokaźnych rozmiarów

Maria i Aisza

Studnie






Zdechły osiołek. rano zjadły go wściekłe psy

Ośnieżone szczyty

Górskie wioski

Wędrówki pod Toubkalem, najwyższym szczytem

Spaliśmy w pięknym miejscu

Rzeźnik z Asni

W drodze na wybrzeże

 Czasami trzeba cierpliwie czekać


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz